radoaktywny punkt widzenia

Młodzi gniewni – spotkanie po latach

Autor: Rado Data: 28 Luty 2009

Nie zawsze byłem informatykiem. Ba,… ja nie miałem nim być. Studiowałem kierunki humanistyczne, a wynikało to z moich zainteresowań i pasji, oraz tego czym chciałem się zajmować i czym się zajmowałem w życiu. Dziś po latach spotkam się na piwku z ludźmi z którymi pracowałem, działałem, organizowałem i którymi dowodziłem. Wybrałem inną drogę, ale swego czasu robiłem karierę w zupełnie nieinformatycznej dziedzinie. Tak. Bylem politykiem.

Zaczęło się jeszcze w liceum. Bardzo niewinnie bo od organizowania akademii szkolnych. Zawsze musiałem robić za mózg takich operacji i zresztą chciałem, bo to lubiłem i dlatego, że to ludzie zdecydowali, że mam to robić. Może moje pragnienie odniesienia sukcesu, czy potrzeba zainteresowania, a może chęć rywalizacji wynikały z tego, że wychowałem się na wsi, w biednej rodzinie i po prostu miałem parcie na “zaistnienie i bycie” bo wiedziałem, że to dla mnie szansa. W szkole średniej osiągnąłem wszystko co chciałem. Szefowanie samorządem, stworzenie organizacji samorządów szkół z mojego miasta, działalność która w pewnym momencie już daleko wykraczała poza wiedzą nawet moich nauczycieli – to wszystko była świetna zabawa i niesamowite doświadczenia.

W pewnym momencie ktoś mnie zauważył. W trochę zabawny sposób bo byli mną przerażeni. No bo oto licealista z kumplami stworzył sobie w małym 120 tys. mieście strukturę a każdej szkole średniej szkole w swoim mieście. Na czele każdej takiej komórki byli liderzy. Było ich kilkudziesięciu. Żadna partia polityczna tego nie miała. Młodzieżówka grupy ludzi którzy się mną zainteresowali była 3-krotnie mniejsza. Było to dla mnie zabawne. Zaprosili mnie do współpracy. Zgodziłem się.

Zawsze stawiałem na konkret. Miałem robić z nimi kampanie za pieniądze. Po pierwszej imprezie, za którą miało coś być nie dostałem złamanego grosza. Podziękowałem za współpracę. Pierwsze wrażenie raczej kiepskie.

Chciałem dalej działać. Był już czas studiów. Zebrałem małe grono ludzi i zajęliśmy się jedną akcją społeczną. Nawet miło wspominam spotkania na herbatce u prezydenta miasta. No i znowu zaczęli za mną chodzić dziwni ludzie. Był wtedy czas powstawania struktur PO w moim mieście. Na dobrą sprawę to namawiano mnie 3 miesiące żebym się zapisał. Namawiał mnie tak nawiasem całkiem dobry specjalista bo dziś dyrektor wielkiej firmy logistycznej.

Kiedy sie zgodziłem wypadki potoczyły się szybko. Poświęciłem się robieniu partii. Wtedy PO stała w sondażach na poziomie 11-12% więc jej tworzenie w komunistycznym – czerwonym mieście było raczej trudne. Ale jak to mówią – jak są rzeczy niemożliwe do zrobienia, to trzeba znaleźć człowieka, który o tym nie wie, przyjdzie i to zrobi. Ludziom szczęki poopadały jak zorganizowałem strukturę młodzieżówki i zacząłem budować relację między członkami PO. Mając 20 lat byłem sekretarzem zarządu powiatowego PO we Włocławku. Dostałem propozycje z góry, od człowieka z pierwszej ligi, bycia asystentem. Odmówiłem. Uznałem, że za mało wiem.

Później był mój wielki sukces który obrócił się przeciwko mnie. Moje SMD, moi znakomicie współpracownicy i przyjaciele – razem, wygraliśmy kampanie do PE. Niestety nasz kandydat nie był kandydatem PO z mojego miasta. No niby jedna lista i wszyscy się kochali na tej liście, ale szło o grubą kasę. A ja poszedłem pod prąd. Chyba uznano, że już za dużo mogą i że za mało mam pokory. Po pierwszym telefonie z groźbami uznałem, że robi się ciekawie. Później z dnia na dzień pozbyto się mnie jak śmiecia. Dosłownie. Moim ludziom powiedziano – jesteście z Radkiem, odpadacie z gry. Z grupy kilkunastu osób wyśmiali ich prawie wszyscy. Tylko dwie osoby uznały, że kariera polityczna jest ważniejsza od drugiego człowiek, od przyjaciela. Ale beze reszty ludzi nie osiągnęli już w polityce nic konkretnego.

Byliśmy wtedy przez moment pełni złości, chęci walki, my – młodzi ludzie którzy chcieliśmy zmieniać nasz kraj, chcieliśmy walczyć z prykami tkwiącymi w układach. Wszyscy patrzyli na mnie. A ja…

… a ja musiałem jakoś zarobić na chleb. Tak zwyczajnie. Musiałem rzucić studia, bo nie było mnie na nie stać. Zacząłem ciężko harować. Pracowałem z barem, nocami w radiu. Później zainteresowałem się reklamą. Gdzieś po drodze zrobiłem swoją pierwszą www za pieniążka. Powiedziałem sobie, że już nigdy nie wrócę do polityki.

Takie chwile to prawdziwy test. Wielu ludzi mnie wtedy opuściło, zawiodło, bo byłem już zwyczajny, bo nie mogłem już nic załatwić, bo przestałem mówić “daj spokój” jak ktoś mi chciał płacić za załatwienie czegoś, bo już nie chciałem niczego załatwiać, doradzać, porywać ludzi do działania, żeby nie użyć hasła “budzić energię polaków”. Przyjaciół zostało niewielu. Ale zawsze byli.

Później się drogi porozchodziły, a ja się wyalienowałem. Niektórzy stwierdzili, że zdziwaczałem, niektórzy uznali mnie za szaleńca, inni że palma mi odbiła. Dlaczego? Bo oto nagle oświadczyłem. Zajmę się programowaniem na potrzeby sieci www. Tygodniami siedziałem w swoim małym pokoju i czytałem tutoriale, rozgryzałem skrypty, robiąc co jakiś czas jakieś zlecenie. Czasami nie starczało na chleb, ale każdy wiedział, że jeśli chce może przyjść do mojego domu o 3 nad ranem a ja go poczęstują kawą i zaproponuję partyjkę szachów. Zdarzało sie byłem głodny, ale każdego dnia włączałem komputer, odpalałem linuxa i fascynowałem się – światem którego nie ma. Jednym wielkim zestawem cyferek. Matrixem. Wszystko z nadzieją że kiedyś będzie na mnie to zarabiać. Że będę specjalistą, który politykę będzie miał gdzieś bo będzie niezastąpiony, najlepszy, jedyny.

To była trudna droga. Wiele poświeciłem i drogo mnie kosztowało żebym dziś mógł powiedzieć, że osiągnąłem swój cel. Chyba jednak się udało. Robię w tej chwili dwa potężne startupy, dwa następne na widoku. Nie muszę szukać klientów. Sami przychodzą. Ludzie chcą mnie, bo wiedzą, że dostają coś co posiada jakość. A ja się realizuje i gdy wszyscy krzyczą „Kryzys” – ja zacieram łapki bo jeszcze nigdy nie miałem tylu zleceń.

Moi ludzi, z którymi wtedy po naszej przegranej bitwie o nasze ideały się rozstałem, także przeszli ewolucję. Obiecaliśmy sobie że spotkamy się po latach i pogadamy o naszej walce o siebie, a być może po to by znów coś razem zrobić. Dziś to spotkanie. Ech..sentymentalnie się zrobi, ale zobaczę jak bardzo zdziwaczałem, bo na pewno ktoś to mi wytknie. Pewnie nie będzie już gniewnie, nie będzie już tak młodo (w końcu minęło sporo latek od tamtych wydarzeń), ale kto wie do czego zainspirują mnie moi przyjaciele. Wiem jedno. Ludzie są najważniejsi, dlatego bardzo się cieszę na to spotkanie.

Dodaj komentarz

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.